Witam.
Jak już wspomniałem wcześniej,miałem rozmowę z moją ciocią o tym co zrobili moi rodzice.Moja ciocia nie bardzo chciała ze mną o tym rozmawiać,ale widziałem,że w głębi serca chce,żeby ktoś o tym wiedział.Rozmawiałem z ciocią chyba z 2 godziny...Łzy w oczach,coraz gorszy szacunek do rodziców,wszystko się we mnie kotłowało...z resztą,do tej pory się kotłuje...Pamiętam jedną historię,jaką mi moja ciocia opowiedziała wtedy...
Był czas,kiedy moja mama była w Anglii(miała tam zarobić pieniądze,żebyśmy wyszli na prostą,ale się nie udało) i mój tata pojechał z moimi braćmi do mojej cioci w odwiedziny,ale w końcu wypili sobie po piwie itp i zostali tam na noc.Ja w tym czasie byłem w domu.Ciocia powiedziała mi,że mój wujek zaczął mojemu tacie opowiadać,że mają tam jakieś problemy,wiadomo jak to każdy człowiek jakieś ma,a mój tata powiedział cytuję"Macie problemy?Ja tam nie mam żadnych problemów". Powiedział to w obecności osób,którym wisi do tej pory tyle kasy, że szkoda normalnie gadać...Moja ciocia jak mi o tym powiedziała,to zrobiło mi się normalnie wstyd za moich rodziców...Wstydziłem się po prostu moich rodziców...Nie myślałem, że moi rodzice mogą tak postępować...Mój tata jest osobą,która do cholery chyba nie ma w ogóle problemów...dziwny facet....A najgorsze jest to,że ja wiem o tych wszystkich problemach moich rodziców,a oni myślą,że ja nic nie wiem,bo nie potrafię im powiedzieć,że wiem jaka jest sytuacja...już wiele razy bywały chwile,że miałem pęknąć i im o wszystkim powiedzieć....ale nie mogę...nie potrafię...i za wszelką cenę chciałbym jakoś to wyprowadzić na prostą...już nawet nie dla nich,co dla moich młodszych braci.Dlatego rzuciłem studia.Dlatego chcę pójść do stałej pracy,a studia zrobić sobie zaocznie.Mam jeden cel w życiu.Za wszelką cenę chcę spłacić moich rodziców.Może to jest głupie i nie przeczę,że moje poglądy mogą się zmienić,ale...jak na razie nie mam innego celu.
Nienawidzę biedy,nienawidzę tego wszystkiego.Mam nadzieję,że ten blog pomoże mi się jakoś rozładować...